Nie ma lepszych półproduktów nawilżających od kwasów hialuronowych. Dzisiaj o roślinnym kwasie 1%. Kwas hialuronowy w naturalny sposób osłania skórę, tworząc film na jej powierzchni. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia, nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, ujędrnia. Dobrze nawilżona warstwa rogowa naskórka jest świetnym przewodnikiem dla składników aktywnych.
Poprzez solidne nawilżenie poprawia elastyczność i jędrność skóry, zmniejsza jej szorstkość działa przeciwzapalnie, zmniejsza możliwość podrażnień i uczuleń, przyspiesza gojenie się ran. HA jest też doskonałym preparatem pomagającym w pielęgnacji suchych włosów oraz regeneruje zniszczoną skórę rąk. Mogłabym wymieniać zalety bez końca, ale może teraz o zastosowaniu. Możemy dodawać do gotowych kosmetyków typu kremy, mleczka, balsamy, żele, mgiełki i odżywki do włosów. Doskonały jako dodatek w olejowych szybkich serach robionych w zagłębieniu dłoni.
Mało osób wie, że jest doskonałym dodatkiem do płynnych podkładów, zwiększa trwałość makijażu oraz optycznie wygładza niedoskonałości skóry (kropelkę fluidu wymieszać z kropelką żelu hialuronowego, dokładnie wymieszać i nałożyć na twarz) :)
Witam, kosmetyki naturalne są w moim życiu odkąd pamiętam. Raz w mniejszym stopniu, raz w większym, ale cały czas w nim uczestniczą. Przez te wszystkie lata zebrałam sporo doświadczeń (i tych dobrych, i tych złych), trochę przepisów, parę zwątpień i rozczarowań, kilka sukcesów. Myślę, że nadszedł czas, żeby się tym wszystkim podzielić. Zapraszam do czytania.
czwartek, 13 marca 2014
wtorek, 11 marca 2014
Płyn do usuwania skórek
Potrzebne nam będą produkty: kwas hilauronowy 1%, kwas L-mlekowy 80% oraz akcesoria takie jak pędzelek, małe naczynko, drewniana szpatułka do odsuwania skórek no i oczywiście coś do dezynfekcji.
Jedną kroplę kwasu hialuronowego mieszam z trzema kropelkami kwasu mlekowego i pędzelkiem nakładam. Po dwóch minutach odsuwam patyczkiem skórki i dokładnie myję ręce i to wszystko. Ja mieszam preparaty w łyżeczce miarowej (tak mi wygodnie). Na początku dawałam dwie kropelki kwasu mlekowego, ale dla mnie, a właściwie dla moich skórek było to za delikatne. Trzeba zachować ostrożność kwas mlekowy nie może dostać się do oczu lub na skaleczenia (szczypie).
Jedną kroplę kwasu hialuronowego mieszam z trzema kropelkami kwasu mlekowego i pędzelkiem nakładam. Po dwóch minutach odsuwam patyczkiem skórki i dokładnie myję ręce i to wszystko. Ja mieszam preparaty w łyżeczce miarowej (tak mi wygodnie). Na początku dawałam dwie kropelki kwasu mlekowego, ale dla mnie, a właściwie dla moich skórek było to za delikatne. Trzeba zachować ostrożność kwas mlekowy nie może dostać się do oczu lub na skaleczenia (szczypie).
poniedziałek, 10 marca 2014
Soda oczyszczona
W każdej nawet najmniejszej spiżarni znajdzie się soda oczyszczona. Przyda się jako składnik np. do toników z kwasem glikolowym, ale przede wszystkim jest świetnym dodatkiem do szamponów oczyszczających.
Soda bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i można ją stosować bez względu na to jaką mamy skórę głowy i jakie włosy, tylko częstotliwość inna. Przy włosach suchych jeden raz w miesiącu, przy normalnych dwa razy, przy tłustych i łupieżu raz na 8-10 dni.
Dobrze jest to robić nawet wtedy, jak nie mamy kłopotów z włosami czy skalpem, ale po to aby pozbyć się wszelkich nadbudowujących się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie się pozbyć przy klasycznym myciu (chodzi o środki do stylizacji, wszelkie chemiczne składniki naszych kosmetyków, których nie tak łatwo się pozbyć przy normalnym myciu, kurz, wydzielina naszej skóry itd.)
Ja robię to tak, biorę płaską łyżeczkę od herbaty sody i mieszam w miseczce z maleńką ilością wody (tylko żeby się soda rozpuściła) dodaję szampon, mieszam i chwilkę zostawiam, myję tym włosy. Później maseczka lub odżywka. Włosy są lekkie, doczyszczone. Mam włosy normalne z tendencją do przesuszu (gdybym o nie naturalnie nie dbała, miałabym na głowie sianko) stosuję sodę raz w miesiącu, zimą zdarza się nawet co trzy tygodnie. Szkody mi nie robi, a sprawia że w naturalny sposób dokładnie oczyszczam skórę głowy, no i włosy oczywiście.
Soda bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i można ją stosować bez względu na to jaką mamy skórę głowy i jakie włosy, tylko częstotliwość inna. Przy włosach suchych jeden raz w miesiącu, przy normalnych dwa razy, przy tłustych i łupieżu raz na 8-10 dni.
Dobrze jest to robić nawet wtedy, jak nie mamy kłopotów z włosami czy skalpem, ale po to aby pozbyć się wszelkich nadbudowujących się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie się pozbyć przy klasycznym myciu (chodzi o środki do stylizacji, wszelkie chemiczne składniki naszych kosmetyków, których nie tak łatwo się pozbyć przy normalnym myciu, kurz, wydzielina naszej skóry itd.)
Ja robię to tak, biorę płaską łyżeczkę od herbaty sody i mieszam w miseczce z maleńką ilością wody (tylko żeby się soda rozpuściła) dodaję szampon, mieszam i chwilkę zostawiam, myję tym włosy. Później maseczka lub odżywka. Włosy są lekkie, doczyszczone. Mam włosy normalne z tendencją do przesuszu (gdybym o nie naturalnie nie dbała, miałabym na głowie sianko) stosuję sodę raz w miesiącu, zimą zdarza się nawet co trzy tygodnie. Szkody mi nie robi, a sprawia że w naturalny sposób dokładnie oczyszczam skórę głowy, no i włosy oczywiście.
Everyday Minerals Come What May
Come What May jest często używany jako rozświetlacz, dla mnie jest przede wszystkim różem i to najlepszym jaki miałam.
Nałożony na policzki nadaje cerze świeżości. Jest bardzo delikatny i nie można nim zrobić sobie krzywdy (świetnie nadaje się dla kogoś rozpoczynającego swoją przygodę z różem). Pod łukiem brwiowym, otwiera oko i 'podnosi' opadające powieki. Wydajność niesamowita, używam dwa lata, a końca nie widać.
Tak wygląda na skórze. Prawda że ten kolor jest taki 'lekki'?
Nałożony na policzki nadaje cerze świeżości. Jest bardzo delikatny i nie można nim zrobić sobie krzywdy (świetnie nadaje się dla kogoś rozpoczynającego swoją przygodę z różem). Pod łukiem brwiowym, otwiera oko i 'podnosi' opadające powieki. Wydajność niesamowita, używam dwa lata, a końca nie widać.
Tak wygląda na skórze. Prawda że ten kolor jest taki 'lekki'?
niedziela, 9 marca 2014
Maseczka do twarzy pai Rosehip Bioregenerate
Po tygodniowej przerwie z powodu awarii komputera, wracam z opinią o maseczce pai dzika róża w zestawie limitowanym z olejkiem i ściereczką muślinową. Zestaw przyjechał w pięknym pudełeczku i wyglądało to tak
O muślinowej ściereczce już pisałam, o olejku jeszcze za wcześnie, o maseczce już mogę.
Producent podaje nam takie informacje:
O muślinowej ściereczce już pisałam, o olejku jeszcze za wcześnie, o maseczce już mogę.
Producent podaje nam takie informacje:
'Zestaw limitowany Pai Dzika Róża
zawiera kosmetyki bogate w stężony kwas retinowy, niezbędny składnik do
naturalnej odbudowy skóry. Dzika róża jest składnikiem wielozadaniowym w
pielęgnacji skóry. Przy jej regularnym stosowaniu, poprawia jej
kondycję, jędrność i elastyczność.
Moc Retinolu bez
podrażnień Wysoki poziom kwasu retinowego jest dostarczany bezpośrednio
do naskórka, który wykorzystuje witaminę A by pobudzić naturalny proces
uzdrawiania skóry. Badania kliniczne udowodniły, że owoc dzikiej róży
jest bardzo skuteczny w poprawie wyglądu blizn, rozstępów oraz uszkodzeń
skóry spowodowanych słońcem.'
W praktyce na samym początku spodobała mi się konsystencja, takie puszyste, lekkie masełko o złotym kolorze. Łatwa aplikacja, nic nie mieszamy czy kręcimy, nakładamy gotowy produkt na oczyszczoną twarz i już.
Nawilżenie jest odczuwalne od pierwszego kontaktu kosmetyku ze skórą. Wchłanianie bardzo dobre, ja nakładam solidną porcję, a do zmycia jest ciut, ciut. Po zastosowaniu maseczki skóra jest mięciutka, nawilżona, ma ładny koloryt i wygląda jakbym wróciła z urlopu. Wcześniej stosowałam wieczorem, ale ze względu na łatwość aplikacji i krótki czas trzymania, stosuję rano. Omiatam twarz ociupinką minerałów i nie stosuje nic więcej, bo nie trzeba. Szkoda, że nie można kupić samej poza zestawem, bo na pewniaka byłby to mój niezbędnik.
poniedziałek, 3 marca 2014
Zmywacz do paznokci Sante
Zmywacz do paznokci Sante nie zawiera acetonu, natomiast ma w składzie m.in. olejki, bioalkohol i olejek pomarańczowy. Nie ma problemu ze zmywaniem jasnego lakieru, z ciemnym też daje radę, tylko trzeba troszkę więcej czasu. Ja nasączony wacik przykładam na paznokieć i trzymam kilka sekund, następnie wystarczy przetrzeć po paznokciu następnym nasączonym wacikiem i już lakier zmyty. Nie wysusza paznokci ani skórek, wręcz jest tłusty. Zapach nie jest jakiś nadzwyczajny, ale da się wytrzymać, gdzieś w tle można się doszukać aromatu pomarańczowej skórki. Bardzo odpowiada mi buteleczka z dozownikiem z pompką, kładziemy wacik naciskamy i gotowe.
Najważniejsze, że nie szkodzi paznokciom :)
Najważniejsze, że nie szkodzi paznokciom :)
sobota, 1 marca 2014
Szminki Lily Lolo
Pisząc pierwszy post o kosmetykach kolorowych nie mogłam zacząć inaczej jak tylko od najbardziej kobiecego kosmetyku, jakim jest szminka oczywiście. Dzisiaj będzie o szminkach Lily Lolo. Pierwsze to wspaniała kremowa konsystencja, pięknie się rozprowadza, bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i chroni, fajny skład (m.in. organiczny olej jojoba, woski, witamina E, ekstrakt z rozmarynu). Mają estetyczne opakowania z taką blokadą, żeby nie otwierały się w kosmetyczce lub torebce.
Trwałość nie ustępuje szminkom z tzw. wyższych półek (nie mówię o tych z przedłużoną trwałością). Jak pijemy lub jemy chłodne rzeczy, nieźle się trzyma, gorące i tłuste jedzenie rozpuści ją (oleje i woski), ale zjada się równomiernie, nie rozpływa się nieestetycznie poza usta (ja używam bez konturówki i jest ok.), nie wchodzi w zmarszczki. Po posiłku zostaje na ustach delikatny matowy kolor szminki jaką używałam, więc mam ten komfort, że wygląda to dobrze i nie muszę myśleć o poprawkach. Usta pomaluję przy nadarzającej się okazji.
Mam dwa kolory, jeden to French Flirt (czerwień), drugi Romantic Rose (róż), szminki prezentują dwie różne osoby, różny kolor skóry, a tym samym inaczej prezentuje się odcień.
Kolory są przepiękne, wyraźne, ale nie ostre, zbliżone do naturalnego koloru ust, dzięki temu pierwszy raz w życiu mogę używać czerwieni.
Kupując szminkę stacjonarnie i chcąc poznać jak będzie prezentowała się na naszych ustach, a jednocześnie nie lubimy, lub nie chcemy malować się testerami, kolor sprawdzamy na opuszkach palców. Tam właśnie jest najbardziej zbliżony odcień skóry do naszego naturalnego koloru ust i tym samym mamy najbardziej wiarygodny obraz, jak szminka będzie wyglądała na naszych ustach.
Trwałość nie ustępuje szminkom z tzw. wyższych półek (nie mówię o tych z przedłużoną trwałością). Jak pijemy lub jemy chłodne rzeczy, nieźle się trzyma, gorące i tłuste jedzenie rozpuści ją (oleje i woski), ale zjada się równomiernie, nie rozpływa się nieestetycznie poza usta (ja używam bez konturówki i jest ok.), nie wchodzi w zmarszczki. Po posiłku zostaje na ustach delikatny matowy kolor szminki jaką używałam, więc mam ten komfort, że wygląda to dobrze i nie muszę myśleć o poprawkach. Usta pomaluję przy nadarzającej się okazji.
Mam dwa kolory, jeden to French Flirt (czerwień), drugi Romantic Rose (róż), szminki prezentują dwie różne osoby, różny kolor skóry, a tym samym inaczej prezentuje się odcień.
Kolory są przepiękne, wyraźne, ale nie ostre, zbliżone do naturalnego koloru ust, dzięki temu pierwszy raz w życiu mogę używać czerwieni.
Kupując szminkę stacjonarnie i chcąc poznać jak będzie prezentowała się na naszych ustach, a jednocześnie nie lubimy, lub nie chcemy malować się testerami, kolor sprawdzamy na opuszkach palców. Tam właśnie jest najbardziej zbliżony odcień skóry do naszego naturalnego koloru ust i tym samym mamy najbardziej wiarygodny obraz, jak szminka będzie wyglądała na naszych ustach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










