Dzisiaj z kosmetycznej spiżarni wyciągamy drożdże. Mają one w swoim składzie witaminy z grupy B (w 100 gr drożdży jest ich więcej niż nasze dzienne zapotrzebowanie), oraz wiele składników mineralnych takich jak selen, chrom, potas, cynk, fosfor, magnez, żelazo, sód, jod, miedź, mangan oraz aminokwasów (składników budulcowych i regulujących metabolizm np.alanina, arginina, tyrozyny i wiele innych). Mnie taki skład i to w takich ilościach przekonuje do ich używania. Drożdże oprócz działania kosmetycznego takiego jak, poprawa wyglądu skóry, włosów (powstrzymują wypadanie i przyspieszają ich wzrost) i paznokci, maja dobry wpływ na odporność organizmu (wspomagają regenerację i oczyszczenie), przyswajalność żelaza, przemianę materii, krążenie, system nerwowy, regulują gospodarkę hormonalną, oraz obniżają poziom cukru we krwi.
Drożdże możemy stosować wewnętrznie i zewnętrznie. Na początek o piciu drożdży. Pijemy je po tzw. 'zabiciu', czyli zalaniu wrzątkiem (unikamy w ten sposób ich aktywności w naszym układzie pokarmowym, surowe, to znaczy żywe, są aktywne jeszcze przez jakiś czas w ludzkim organizmie i pobierają z niego witaminy, którymi się żywią, nie obawiajmy się nie 'zabijemy' tych wszystkich dobroci, co w drożdżach występują, bo nie rozpuszczają się one we wrzątku.
Ja stosuję Drożdże Babuni, bo się doskonale rozpuszczają. Kostkę 100 gramową dzielę na cztery części i 1/4 kostki rozdrabniam (dobre kruszenie się drożdży, świadczy o ich świeżości) zalewam wrzątkiem, nakrywam talerzykiem i odstawiam do ostygnięcia. Następnie wypijam. Zimne nie pachną (zapach przeszkadzał mi najbardziej), a do smaku można się przyzwyczaić. Drożdże stosowałam kiedyś przy kuracji antyrakowej (lekarz mi polecił), wróciłam do nich po latach żeby powstrzymać wypadanie włosów i udało się (resztę organizm otrzymał tak przy okazji w pakiecie ;) ). Od tej pory stosuję sobie taką miesięczną kurację dwa razy w roku. Koniec zimy (właśnie teraz zaczęłam pić) i jesienią. Zapomniałam co to znaczy wypadanie włosów.
Jeżeli chodzi o czas picia i przerwy pomiędzy nimi, to obowiązuje zasada 3:1 np. trzy tygodnie picia drożdży/tydzień przerwy. Ponieważ organizm się przyzwyczaja, nie powinno się pić drożdży dłużej niż trzy miesiące, po tym okresie przerwa konieczna.
Efektem dodatkowym może być (ale nie musi) efekt oczyszczania skóry tzw. wysyp, czyli 'wyjście' zanieczyszczeń tkwiących w skórze, ale to nie powód żeby z tego powodu nie pić drożdży, przecież te zanieczyszczenia i tak kiedyś 'wyjdą', a tak dogłębnie oczyszczamy skórę i mamy czystą, zdrową cerę.
Drożdże możemy stosować również zewnętrznie.
Bardzo łatwa maseczka na trądzik.
1/4 kostki drożdży rozrabiamy na papkę z łyżką mleka i nakładamy na niedoskonałości grubą warstwą. Po 15 - 20 min. zmywamy letnią wodą.
To przy cerze tłustej, przy suchej dodajemy kroplę oliwy, a jak chcemy usunąć przebarwienia i poprawić koloryt, sok z cytryny. Taka maseczka zmiękcza skórę, poprawia kolor, osusza zmiany, oczyszcza, zwęża pory. Ja stosuję tylko na nos wg mnie w działaniu podobna jest do maseczki 'neem' tak samo dobrze oczyszcza, a pory zwęża lepiej, zdecydowanie zmniejsza ich widoczność. Oprócz tego, dzięki swojemu składowi jest doskonałą maseczką przeciwzmarszczkową.
Maseczka na włosy.
2 łyżki drożdży zalewamy mlekiem i odstawiamy w ciepłe miejsca na godzinę. Następnie dodajemy 2 łyżki miodu i jogurtu do uzyskania papki. Nakładamy na włosy owijamy folią i ręcznikiem. Po godzinie zmywamy włosy wodą. Taka maska zapobiega wypadaniu, starzeniu się włosa i dodaje im życia, takiego wigoru.
Witam, kosmetyki naturalne są w moim życiu odkąd pamiętam. Raz w mniejszym stopniu, raz w większym, ale cały czas w nim uczestniczą. Przez te wszystkie lata zebrałam sporo doświadczeń (i tych dobrych, i tych złych), trochę przepisów, parę zwątpień i rozczarowań, kilka sukcesów. Myślę, że nadszedł czas, żeby się tym wszystkim podzielić. Zapraszam do czytania.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczna spiżarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczna spiżarnia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 lutego 2015
czwartek, 27 listopada 2014
Pokrzywa - lek i kosmetyk
Każdego roku w drugiej połowie maja, raczę się sokiem z pokrzywy. Znalezienie odpowiedniego miejsca zbioru jest nawet przyjemne, ale robienie z niej soku już mniej, dlatego ucieszyłam się widząc sok z całej pokrzywy, czysty sok, tylko lekko pasteryzowany. Super sprawa, zwłaszcza o tej porze roku.
O samym działaniu leczniczym pokrzywy nie będę dzisiaj pisała, skupię się na jej połączeniu leczenia i urody. Przez dość długi czas nie patrzono na pokrzywę, jak na zioło kosmetyczne, a przecież roślina która jest tak bogata w wapń, fosfor, żelazo, siarkę, potas, jod, sód, witaminy: A, K, B2, C, związki aminowe, garbnikowe, kwas pantotenowy, kwas organiczny (mrówkowy, glikolowy, glicerolowy), olejki eteryczne, sole mineralne, chlorofil, serotoninę, histaminę, flawonoidy, fitosterole, karotenoidy, musi wywierać korzystny wpływ na nasz wygląd. Pokrzywa doskonale oczyszcza nasz organizm i tym samym wpływa na dobry wygląd naszej cery, wzmacnia paznokcie i jest rewelacyjnym kosmetykiem dla cery tłustej i trądzikowej, przemywanie sokiem i robienie okładów na schorzenia skórne, ropnie, czyraki czy trądzik daje doskonałe rezultaty. W połączeniu z alkoholem jest doskonałą wcierką do włosów, zwłaszcza tłustych, niweluje łupież.
Ja stosuję jako kurację odmładzającą tzn. sok z pokrzyw rozcieńczony z wodą 1:3, piję rano na czczo (można pić 3, 4 łyżki dziennie) przez miesiąc, później przerwa. Pierwsze co zauważyłam to nowe włosy na głowie, właściwie włoski, taki jeżyk (ale nie mam nic przeciwko, warto zagęścić moje cieniasy), mimo jesiennej pory nie wypadają mi włosy i nie mam porannych obrzęków pod oczami, co o tej porze roku się zdarzało. Jeszcze czekam na poprawę paznokci, ale spoko jest jeszcze czas. Sok piję przez słomkę, aby uniknąć ewentualnych przebarwień szkliwa zębów. Na włosy jako płukankę wolę stosować suszoną pokrzywę, również ze względu na możliwe zielonkawe zabarwienie włosów, zwłaszcza u naturalnych blondynek. Pokrzywę można przyjmować pod wieloma postaciami. Począwszy od nalewki z pokrzywy, poprzez sok i wyciąg, a skończywszy na potrawach i herbacie. Do ich przyrządzenia najczęściej wykorzystuje się liście. Jest to potworne marnotrawstwo, ponieważ zarówno łodygi jak i kłącza zawierają duże ilości substancji aktywnych.
Pamiętać także musimy, że zioła musimy stosować rozważnie np. po miesiącu picia, robimy dwa tygodnie przerwy, wywaru, soku ani nalewek nie należy łączyć z lekami przeciwcukrzycowymi, ponieważ wzmacniają ich efekt. Również w ciąży i podczas karmienia piersią nie stosujemy pokrzywy, ponieważ nie ma żadnych danych o wpływie pokrzywy na rozwój płodu i noworodka. Także przy wszelkich chorobach leczonych chirurgicznie, wstrzymujemy się przed spożywaniem pokrzywy. Prawdę mówiąc te ilości przeciwwskazań działają na moją wyobraźnię, jakie to jest silne zioło i jeżeli już możemy je przyjmować, ile może dobrego zdziałać dla naszego zdrowia i wyglądu.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Piękna truskaweczka
Sezon na truskawki w pełni, zajadamy się nimi prawie wszyscy. To bardzo dobrze, bo zawierają oprócz białka, węglowodanów i błonnika, potas, fosfor, wapń, magnez, sód, żelazo, cynk, mangan, witaminy A, B1, B2, B3, B6, C (więcej niż cytryna czy grejpfrut), E oraz kwas foliowy. Przy tak bogatym składzie truskawka pomaga naszemu organizmowi na wiele sposobów, np. poprawia przemianę materii i pektyn, oczyszcza jelita z resztek pokarmu i korzystnie wpływa na naturalną florę bakteryjną, wzmacnia dziąsła i zęby oraz poprawia pracę mięśni, odkwasza organizm, odtruwa i oczyszcza, poleca się je osobom mającym problemy z trawieniem białek lub powinny obniżyć wagę ciała.
Zalety i właściwości lecznicze tego owocu, można wymieniać w nieskończoność, ale ja wrócę do kosmetyki. Truskawka to idealny owoc do maseczek domowej roboty. Ma właściwości depigmentacyjne, peelingujące, bakteriobójcze, odżywcze, przeciwzmarszczkowe, oczyszczające, ściągające i rozświetlające. Dla skóry tłustej wystarczy rozgnieść sam owoc i nałożyć na twarz, po 10 minutach zmyć letnią wodą. Przy skórze normalnej i suchej dobrze jest dodać jakiś olej (np. z nasion truskawki wzmocni jej działanie lub inny odpowiedni dla naszego rodzaju cery). Ja osobiście przygotowuję maseczkę z rozgniecionej truskawki, łyżeczki jogurtu naturalnego i kilku kropli oleju (tym razem żurawinowego) nakładam na twarz i trzymam około 20 minut. Zmywam letnią wodą.
Działa jak oczyszczająca maseczka enzymatyczna, ale nie tylko po zmyciu cera jest odżywiona i nakarmiona tak, że nie woła o krem, ładnie rozświetlona i taka świeża. Więc do truskawek, trzeba wykorzystać ten krótki czas jej owocowania i dostarczyć naszemu ciału tego wspaniałego owocu od środka i na zewnątrz.
sobota, 15 marca 2014
Macerat pietruszkowy
Do zrobienia tego maceratu zainspirowała mnie woda pietruszkowa. Chodziło o połączenie olejowej konsystencji ze wszystkimi dobrodziejstwami pietruszki.
Posiekałam pietruszkę włożyłam do przezroczystego słoika i zalałam olejem słonecznikowym tak, aby zakryć natkę (obydwa produkty są w każdej spiżarni domowej).
Słoik postawiłam na parapecie okiennym na dwa tygodnie, każdego dnia wstrząsałam aby dokładnie wymieszać moją miksturę. Po tym czasie dokładnie odfiltrowałam przez gazę.
Na zdjęciu widać jego delikatny zielony kolor.
Całość wlałam do buteleczki z ciemnego szkła, dodałam kilka kropelek witaminy E (otrzymany produkt trzymamy w lodówce) smaruję się nim po kąpieli.
Wyższość maceratu nad wodą pietruszkową jest taka, że ma dłuższy okres przydatności do używania i jako olej jest przyjemniejszy i łatwy w używaniu.
poniedziałek, 10 marca 2014
Soda oczyszczona
W każdej nawet najmniejszej spiżarni znajdzie się soda oczyszczona. Przyda się jako składnik np. do toników z kwasem glikolowym, ale przede wszystkim jest świetnym dodatkiem do szamponów oczyszczających.
Soda bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i można ją stosować bez względu na to jaką mamy skórę głowy i jakie włosy, tylko częstotliwość inna. Przy włosach suchych jeden raz w miesiącu, przy normalnych dwa razy, przy tłustych i łupieżu raz na 8-10 dni.
Dobrze jest to robić nawet wtedy, jak nie mamy kłopotów z włosami czy skalpem, ale po to aby pozbyć się wszelkich nadbudowujących się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie się pozbyć przy klasycznym myciu (chodzi o środki do stylizacji, wszelkie chemiczne składniki naszych kosmetyków, których nie tak łatwo się pozbyć przy normalnym myciu, kurz, wydzielina naszej skóry itd.)
Ja robię to tak, biorę płaską łyżeczkę od herbaty sody i mieszam w miseczce z maleńką ilością wody (tylko żeby się soda rozpuściła) dodaję szampon, mieszam i chwilkę zostawiam, myję tym włosy. Później maseczka lub odżywka. Włosy są lekkie, doczyszczone. Mam włosy normalne z tendencją do przesuszu (gdybym o nie naturalnie nie dbała, miałabym na głowie sianko) stosuję sodę raz w miesiącu, zimą zdarza się nawet co trzy tygodnie. Szkody mi nie robi, a sprawia że w naturalny sposób dokładnie oczyszczam skórę głowy, no i włosy oczywiście.
Soda bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i można ją stosować bez względu na to jaką mamy skórę głowy i jakie włosy, tylko częstotliwość inna. Przy włosach suchych jeden raz w miesiącu, przy normalnych dwa razy, przy tłustych i łupieżu raz na 8-10 dni.
Dobrze jest to robić nawet wtedy, jak nie mamy kłopotów z włosami czy skalpem, ale po to aby pozbyć się wszelkich nadbudowujących się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie się pozbyć przy klasycznym myciu (chodzi o środki do stylizacji, wszelkie chemiczne składniki naszych kosmetyków, których nie tak łatwo się pozbyć przy normalnym myciu, kurz, wydzielina naszej skóry itd.)
Ja robię to tak, biorę płaską łyżeczkę od herbaty sody i mieszam w miseczce z maleńką ilością wody (tylko żeby się soda rozpuściła) dodaję szampon, mieszam i chwilkę zostawiam, myję tym włosy. Później maseczka lub odżywka. Włosy są lekkie, doczyszczone. Mam włosy normalne z tendencją do przesuszu (gdybym o nie naturalnie nie dbała, miałabym na głowie sianko) stosuję sodę raz w miesiącu, zimą zdarza się nawet co trzy tygodnie. Szkody mi nie robi, a sprawia że w naturalny sposób dokładnie oczyszczam skórę głowy, no i włosy oczywiście.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Woda różana
Na wodę różaną 'wpadłam' zupełnie przez przypadek, buszując w malutkim zielarskim sklepiku na półce ze zdrową żywnością, zobaczyłam tę wodę, przeczytałam skład i kupiłam na próbę. Szukałam czegoś w zastępstwie hydrolatu różanego i chciałam porównać działanie.
Wiem, że inaczej otrzymuje się hydrolat, a inaczej wodę, ale mimo tego nie zauważyłam żadnej różnicy w działaniu produktu. Natomiast w cenie i owszem, za 270 ml wody różanej zapłaciłam niecałe 9 zł. , a za taką samą pojemność hydrolatu zapłaciłabym mniej więcej 30 zł plus przesyłka. Przy takiej ilości jaką ja zużywam (moja siostra używa jeszcze więcej, przy swojej wrażliwej skórze nie może myć twarzy wodą, a uwielbia przemywać twarz po oczyszczeniu rano i wieczorem, szły tego duże ilości) ma to znaczenie. Obie przeszłyśmy na wodę różaną i obie (mimo że mamy różne cery) nie widzimy różnicy w działaniu pomiędzy nią, a hydrolatem różanym.
Moja wygląda tak, ale miałam też z inną etykietą i tez była ok. Trzeba kupując zwrócić uwagę na skład, ma tam być tylko woda i ekstrakt różany.
Woda oprócz nawilżania, pielęgnacji (nawet skóry wrażliwej) relaksuje jak dodamy do kąpieli, przepięknie pachnie i nadaje się jako baza wodna do bardziej złożonych w składzie i działaniu toników. Ja używam jako toniku (wzbogacam półproduktami jak chcę mieć 'wypasiony') oraz samą wodę różaną. Dobrze dogaduje się z minerałami. Cudownie odświeża i można pryskać na makijaż.
Oczywiście nadaje się również do celów spożywczych.
W drogerii Natura kupiłam opakowania na perfumy (takie do torebki po 6,80 zł. za sztukę) szklane, estetyczne, świetnie rozpryskują, taka lekka mgiełka i tam wlewam wodę różaną. Jeden pojemniczek mam przy komputerze, drugi w kosmetyczce. Używam w ciągu dnia, w podróży i gdzie się da, a ten zapach ...
Świetne produkty za niewielkie pieniądze. Polecam :)
Wiem, że inaczej otrzymuje się hydrolat, a inaczej wodę, ale mimo tego nie zauważyłam żadnej różnicy w działaniu produktu. Natomiast w cenie i owszem, za 270 ml wody różanej zapłaciłam niecałe 9 zł. , a za taką samą pojemność hydrolatu zapłaciłabym mniej więcej 30 zł plus przesyłka. Przy takiej ilości jaką ja zużywam (moja siostra używa jeszcze więcej, przy swojej wrażliwej skórze nie może myć twarzy wodą, a uwielbia przemywać twarz po oczyszczeniu rano i wieczorem, szły tego duże ilości) ma to znaczenie. Obie przeszłyśmy na wodę różaną i obie (mimo że mamy różne cery) nie widzimy różnicy w działaniu pomiędzy nią, a hydrolatem różanym.
Moja wygląda tak, ale miałam też z inną etykietą i tez była ok. Trzeba kupując zwrócić uwagę na skład, ma tam być tylko woda i ekstrakt różany.
Woda oprócz nawilżania, pielęgnacji (nawet skóry wrażliwej) relaksuje jak dodamy do kąpieli, przepięknie pachnie i nadaje się jako baza wodna do bardziej złożonych w składzie i działaniu toników. Ja używam jako toniku (wzbogacam półproduktami jak chcę mieć 'wypasiony') oraz samą wodę różaną. Dobrze dogaduje się z minerałami. Cudownie odświeża i można pryskać na makijaż.
Oczywiście nadaje się również do celów spożywczych.
W drogerii Natura kupiłam opakowania na perfumy (takie do torebki po 6,80 zł. za sztukę) szklane, estetyczne, świetnie rozpryskują, taka lekka mgiełka i tam wlewam wodę różaną. Jeden pojemniczek mam przy komputerze, drugi w kosmetyczce. Używam w ciągu dnia, w podróży i gdzie się da, a ten zapach ...
Świetne produkty za niewielkie pieniądze. Polecam :)
piątek, 21 lutego 2014
Awokado w podwójnej odsłonie
Dojrzałe awokado dokładnie myję i osuszam papierowym ręcznikiem. Kroję na pół i wyjmuję pestkę. Miąższ wydrążam łyżeczką, dodaję łyżkę śmietanki i widelcem rozgniatam na pastę. Taką maseczkę nakładam na oczyszczoną skórę twarzy, szyi, dekoltu. Po dwudziestu minutach zmywam letnią wodą. Skóra odżywiona, wypoczęta, żadnych widocznych łuszczących się skórek (polecane przy kwasach i retinolu) zero szorstkiej skóry.
W drugiej wersji dodaję żółtko, kilka kropelek cytryny i mieszam do uzyskania pasty i na buzię. Taka maseczka (jedna i druga) ma właściwości bardzo odżywcze i spłycające zmarszczki.
A co z drugą połówką? Nie zmarnuje się, skrapiam obficie cytryną (podkręca smak awokado i zapobiega szybkiej utracie jego koloru na szary) dodaję jeden, dwa ząbki czosnku pokrojonego w listki i zjadam.
Awokado to skarbnica witamin (C, A, E , K i z grupy B, oraz wapń, potas, żelazo, lecytynę, a także beta-sisterol, który obniża cholesterol i masę innych dobroci), spożywanie tego owocu polecane jest w profilaktyce cukrzycy i chorób układu krwionośnego, przy dużych wysiłkach fizycznych, umysłowych oraz przy odchudzaniu.
W drugiej wersji dodaję żółtko, kilka kropelek cytryny i mieszam do uzyskania pasty i na buzię. Taka maseczka (jedna i druga) ma właściwości bardzo odżywcze i spłycające zmarszczki.
A co z drugą połówką? Nie zmarnuje się, skrapiam obficie cytryną (podkręca smak awokado i zapobiega szybkiej utracie jego koloru na szary) dodaję jeden, dwa ząbki czosnku pokrojonego w listki i zjadam.
Awokado to skarbnica witamin (C, A, E , K i z grupy B, oraz wapń, potas, żelazo, lecytynę, a także beta-sisterol, który obniża cholesterol i masę innych dobroci), spożywanie tego owocu polecane jest w profilaktyce cukrzycy i chorób układu krwionośnego, przy dużych wysiłkach fizycznych, umysłowych oraz przy odchudzaniu.
niedziela, 16 lutego 2014
Woda pietruszkowa
Dwa razy w roku wczesną wiosną i jesienią, żeby dostarczyć mojej skórze witamin i minerałów, takich jak żelazo, magnez, wapń, sód czy potas, robię tonik z natki pietruszki tzw. wodę pietruszkową. W tym celu
maszeruję do mojego ogródka tzn. parapetu kuchennego okna i ścinam
wyhodowaną w doniczce z korzenia pietruszki, natkę. Drobno ją siekam,
wrzucam do miseczki i zalewam szklanką niegazowanej, lekko
zmineralizowanej wody (może być źródlana lub zwykła, ale przegotowana i
wystudzona) odstawiam na dobę. Następnie filtruję przelewam do
pojemniczka z atomizerem i trzymam w lodówce. Jej trwałość to tak około
10 dni.
Dodaję do niej kilka kropelek pantenolu (uprzyjemnia mi stosowanie tego toniku, daje taki fajny poślizg, no i swoje też robi) psikam na oczyszczoną twarz, szyję, dekolt i wklepuję. Taki tonik pietruszkowy ma działanie:
- przeciwzmarszczkowe,
- rozjaśnia skórę,
- wyrównuje koloryt,
- nawilża,
- doskonale odświeża cerę.
Dodatkowo leczy skórę łojotokową, skłonną do wyprysków i zapobiega nadmiernemu poceniu się. Stosowany pod oczami zmniejsza obrzęki.
Wodę pietruszkową z powodzeniem stosuję również na skórę głowy i włosy. Spryskuję, wcieram w skalp i rozprowadzam po włosach. Fryzura odświeżona, włoski odbite od nasady, całkiem dobrze się układają i są lekko nabłyszczone ( z naciskiem na lekko). Przy olejowaniu włosów też fajnie się sprawdza, na wilgotne włosy wcieram olej i trzymam kilka godzin, następnie zmywam. Efekt zadowalający, włosy bardziej odżywione i takie 'ruchliwe'.
Dodaję do niej kilka kropelek pantenolu (uprzyjemnia mi stosowanie tego toniku, daje taki fajny poślizg, no i swoje też robi) psikam na oczyszczoną twarz, szyję, dekolt i wklepuję. Taki tonik pietruszkowy ma działanie:
- przeciwzmarszczkowe,
- rozjaśnia skórę,
- wyrównuje koloryt,
- nawilża,
- doskonale odświeża cerę.
Dodatkowo leczy skórę łojotokową, skłonną do wyprysków i zapobiega nadmiernemu poceniu się. Stosowany pod oczami zmniejsza obrzęki.
Wodę pietruszkową z powodzeniem stosuję również na skórę głowy i włosy. Spryskuję, wcieram w skalp i rozprowadzam po włosach. Fryzura odświeżona, włoski odbite od nasady, całkiem dobrze się układają i są lekko nabłyszczone ( z naciskiem na lekko). Przy olejowaniu włosów też fajnie się sprawdza, na wilgotne włosy wcieram olej i trzymam kilka godzin, następnie zmywam. Efekt zadowalający, włosy bardziej odżywione i takie 'ruchliwe'.
czwartek, 6 lutego 2014
Siemię lniane
O tym jak wpływa brak nawilżenia na wygląd naszej skóry i włosów, wszyscy wiemy, a zwłaszcza o tej porze roku często czujemy i widzimy jak odbija się to na naszym wyglądzie i samopoczuciu. Tym czasem w naszej spiżarni czeka wspaniały środek, który temu może zaradzić, siemię lniane lub inaczej nasiona lnu zwyczajnego. O wspaniałym jego działaniu od wewnątrz wiemy wszyscy, więc teraz o zewnętrznym silnym działaniu nawilżającym
Łyżkę nasion zalewam szklanką wody i gotuję na wolniutkim ogniu minimum kwadrans. Przecedzam przez gęste sito, radzę to robić na gorąco, bo po przestudzeniu będzie kłopot, gdyż nasz wywar zamieni się w galaretkę.
Część tego wywaru rozcieńczam wodą i spłukuję włosy po umyciu. Przepiękny połysk, śliskość włosa, zamknięta łuska i ogólny widok takich zdrowych włosów, to efekt wyraźnego poprawienia nawilżenia.
Drugą część zużywam jako maseczkę na twarz. Do papki z siemienia dodaję kilka kropel oliwy np. z oliwek i kilka kropelek witaminy E i/lub A (jeżeli nie mamy, można się obejść bez) mamy gotową maseczkę domową solidnie nawilżającą.
Łyżkę nasion zalewam szklanką wody i gotuję na wolniutkim ogniu minimum kwadrans. Przecedzam przez gęste sito, radzę to robić na gorąco, bo po przestudzeniu będzie kłopot, gdyż nasz wywar zamieni się w galaretkę.
Część tego wywaru rozcieńczam wodą i spłukuję włosy po umyciu. Przepiękny połysk, śliskość włosa, zamknięta łuska i ogólny widok takich zdrowych włosów, to efekt wyraźnego poprawienia nawilżenia.
Drugą część zużywam jako maseczkę na twarz. Do papki z siemienia dodaję kilka kropel oliwy np. z oliwek i kilka kropelek witaminy E i/lub A (jeżeli nie mamy, można się obejść bez) mamy gotową maseczkę domową solidnie nawilżającą.
środa, 5 lutego 2014
Mleko w proszku
Chcąc poprawić swój wygląd, wcale nie musimy biegać od razu do drogerii i robić drogich zakupów. Wystarczy zajrzeć do swojego ogródka (nic nie szkodzi, jeżeli mieści się tylko w skrzyneczce na kwiaty), do lodówki lub do spiżarni (może być wielkości szafki kuchennej), to nic i tak znajdziemy tam mnóstwo produktów, które możemy wykorzystać.
Dzisiaj chcę opowiedzieć o mleku w proszku.
Stosuję go do włosów, przy moich cieniasach sprawuje się rewelacyjnie. Robię tak: biorę miarkę mleka ( miarka była dołączona do mleka), dodaje tyle samo wody i mieszam. Rozpuszcza się bez problemu, następnie dodaję szampon (pół na pół) i taką mieszanką myję włosy. Już w trakcie mycia czuć pod palcami zwiększoną objętość i taką mięsistość włosów. Efekt volume i połysk zapewniony.
Sprawdza się również jako dodatek do maseczek. Mieszam ze spiruliną (pół na pół), lub dodaję do kremu, plus kilka kropel oleju i mam odżywczą maseczkę o silnym działaniu odżywczo-regeneracyjnym. Najfajniejsze jest to, że na efekty nie trzeba czekać, są widoczne zaraz po zastosowaniu. Można to wykorzystac przed wielkim wyjściem, przecież trwa karnawał.
Dobrej zabawy, a jeszcze jedno mleko może być inne, ja po prostu teraz mam takie :)
Dzisiaj chcę opowiedzieć o mleku w proszku.
Stosuję go do włosów, przy moich cieniasach sprawuje się rewelacyjnie. Robię tak: biorę miarkę mleka ( miarka była dołączona do mleka), dodaje tyle samo wody i mieszam. Rozpuszcza się bez problemu, następnie dodaję szampon (pół na pół) i taką mieszanką myję włosy. Już w trakcie mycia czuć pod palcami zwiększoną objętość i taką mięsistość włosów. Efekt volume i połysk zapewniony.
Sprawdza się również jako dodatek do maseczek. Mieszam ze spiruliną (pół na pół), lub dodaję do kremu, plus kilka kropel oleju i mam odżywczą maseczkę o silnym działaniu odżywczo-regeneracyjnym. Najfajniejsze jest to, że na efekty nie trzeba czekać, są widoczne zaraz po zastosowaniu. Można to wykorzystac przed wielkim wyjściem, przecież trwa karnawał.
Dobrej zabawy, a jeszcze jedno mleko może być inne, ja po prostu teraz mam takie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















