Po przeczytaniu masy pozytywnych opinii o tym mydełku i ja postanowiłam je wypróbować. Jak tylko pojawiła się możliwość kupienia małego opakowania (30 ml), skorzystałam z okazji. Ponieważ z saszetki ciężko korzystać, przelałam całą zawartość do wygodnego opakowania. Mydełko jak widać na zdjęciu jest płynne i ma barwę ciemno-bursztynową. Na zapach wiele osób się skarży (zapach smaru), mi jakość specjalnie nie przeszkadza, a z czasem nawet polubiłam.
Mydło to jest otrzymywane w wyniku mieszania oleju ze zmiażdzonymi, czarnymi oliwkami, wcześniej macerowanymi w soli potasowej. Nie podrażnia skóry, gdyż dzięki dużej zawartości witaminy E ma działanie łagodzące, kojące i odżywiające skórę. Ja najczęściej stosuję je na twarz. Na wilgotną skórę nakładam mydełko, nie pieni się, rozprowadza się lekko 'gumiaście' ale bez problemu. Pozostawiam na pięć, dziesięć minut i dokładnie spłukuję lekko masując. Efektem jest niesamowicie czysta skóra, jak po świetnym peelingu (ale w inny sposób, taka świeża, czysta aż 'piszczy'), dlatego używam przed zastosowaniem maseczek. Na tak czystej dogłębnie skórze zadziała lepiej, a składniki aktywne dotrą w głębsze partie skóry. Mydełko mimo tak solidnego działania, nie podrażnia, ani nie wysusza. Bardzo je polubiłam i zostanie ze mną na dłużej. Szkoda tylko, że nie mogę znaleźć małego opakowania. Te wielkie pudła, przy takiej wydajności (jest naprawdę bardzo wydajne) nie jestem w stanie zużyć w ciągu krótkiego okresu trwałości. Spróbuję namówić kogoś do spółki.
Witam, kosmetyki naturalne są w moim życiu odkąd pamiętam. Raz w mniejszym stopniu, raz w większym, ale cały czas w nim uczestniczą. Przez te wszystkie lata zebrałam sporo doświadczeń (i tych dobrych, i tych złych), trochę przepisów, parę zwątpień i rozczarowań, kilka sukcesów. Myślę, że nadszedł czas, żeby się tym wszystkim podzielić. Zapraszam do czytania.
poniedziałek, 12 maja 2014
czwartek, 8 maja 2014
Nieudany eksperyment - macerat marchwiowy
Zainteresowały mnie oleje, maceraty marchwiowe. Te pierwsze nie do wykonania w warunkach domowych (brak odpowiedniego sprzętu), więc skupiłam się na drugiej pozycji. Ponieważ maceraty otrzymujemy w wyniku maceracji, czyli surowiec roślinny (kwiaty, zioła) zostaje zalany olejem bazowym i pozostawiony w temperaturze pokojowej przez dłuższy okres, podczas którego materiał powinien być, co pewien czas mieszany. No właśnie kwiaty, zioła, a tutaj do gry przystępuje korzeń. Postanowiłam spróbować zrobić ten 'niby macerat' sama.
W tym celu umyłam, osuszyłam korzeń świeżej marchewki, drobno ją pokroiłam i zalałam olejem słonecznikowym. Odstawiłam na słoneczny parapet, pamiętałam oczywiście o solidnym wstrząsaniu przynajmniej raz na dobę.
Po dziesięciu dniach (bałam się trzymać dłużej) całość dokładnie odfiltrowałam. Zapach był zwyczajny, olejowo-marchewkowy, natomiast kolor wspaniały. Byłam zadowolona.
Całość przelałam do buteleczki z ciemnego szkła i dodałam witaminę E. Przechowywałam w lodówce. Stosowałam na całe ciało, raz dziennie. Macerat pięknie się wchłaniał, ładnie nawilżał i nie brudził bielizny. Czwartego dnia zaczął zmieniać zapach, na taki niezbyt przyjemny, po tygodniu skisł i było 'po ptakach'. Szkoda, bo zauważyłam zmianę koloru skóry na taki lekko muśnięty słońcem.
Skisł, bo nie dodałam konserwantu. Sama witamina E wystarczała w klasycznych maceratch, uzyskiwanych z części naziemnej rośliny, niestety nie dała rady z częścią korzeniową. Jak widać nie zawsze i nie wszystko, i nie wszystkim, wychodzi. Buziaki :)
poniedziałek, 5 maja 2014
MADARA balsam nabłyszczający 'flower dust'
Jakiś czas temu kupiłam zestaw prezentowy firmy MADARA, w skład tego zestawu wchodziły cztery produkty, dwa do twarzy i dwa do ciała, każdy o pojemności 35 ml. Dzisiaj chcę napisać o nabłyszczającym balsamie 'flower dust'. Ma fajny skład m.in. zawiera algi, wyciąg z babki zwyczajnej, nagietek, rumianek i dziką różę.
Balsam ten stosuję na dekolt, ramiona i nogi. Świetnie nawilża i odświeża skórę, bardzo dobrze się wchłania, leciuteńko złoci skórę, nie tandetnie grubymi drobinkami tylko daje taką złotą subtelną opaleniznę migocącą w słońcu. Dzięki niemu pierwsze odsłanianie ciała latem nie jest stresujące. Skóra wygląda świetnie, a znajomi się pytają z jakich to wakacji wróciłam ;). W upały dzięki swojemu składowi sprawia, że skóra jest długo świeża, dobrze nawilżona, doskonały również jako balsam po opalaniu.
Dodam jeszcze, że jest bardzo wydajny i to niby niewielkie opakowanie starczyło mi na całą ubiegłą wiosnę i lato. Na ten sezon zakupu już też dokonałam, warto.
środa, 30 kwietnia 2014
Korund mikrodermabrazja
Korund mikrokrystaliczny poznałam dzięki próbce otrzymanej przy zakupach. Spodobał mi się bardzo jest wydajny, drobniuteńki, ale doskonale usuwa martwy naskórek i jest bardzo łatwy w stosowaniu. Możemy używać go na wiele sposobów, z olejem lub kwasem hialuronowym, lub z żelem czy innym myjadłem i ten sposób odpowiada mi najbardziej przy peelingu twarzy, a do ciała bardzo lubię łączyć z olejem. Mieszam olej z korundem dodaję witaminę E, trochę hialuronu, elastyny i kolagenu, nakładam na umyte wcześniej ciało i dokładnie masuję. Spłukuję letnią wodą i zawijam się w płaszcz kąpielowy (nie wycieram, tylko lekko oklepuję ciało). Efekt rewelacyjny, radzę spróbować :)
O peelingach wiemy chyba wszystko. więc przypomnę tylko w skrócie najważniejsze zalety. Systematyczne stosowanie peelingów pobudza mikro-krążenie, oczyszcza i wzmaga odnawianie skóry. Efektem regularnego stosowania peelingów jest pogrubienie się warstw żywych komórek skóry, natomiast cieńsza staje się warstwa rogowa. Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza. Peeling przygotowuje również skórę do dalszych zabiegów kosmetycznych, usuwając obumarły naskórek i odblokowując pory, znacznie poprawia wchłanianie aktywnych substancji zawartych w preparatach kosmetycznych i zwiększa skuteczność ich działania.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Witamina C - kwas askorbinowy
Chyba nie ma kobiety, która nie miałaby w swoich zbiorach kosmetycznych, chociaż jednego preparatu z witaminą C, lub właśnie półprodukt kwas askorbinowy - biologicznie czynną postać witaminy C. Działanie jej jest wielorakie np. stymuluje syntezę kolagenu i elastyny (poprawiających sprężystość skóry), wypełnia zmarszczki i likwiduje rozstępy, chroni przed działaniem wolnych rodników, wybiela, przyspiesza tworzenie kwasu hialuronowego, który jest odpowiedzialny za budowę spoiwa międzykomórkowego naskórka, chroni przed promieniami UV (w przypadku kuracji ciągłej), wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych. Obecność kwasu askorbinowego powoduje regenerację witaminy E. Witamina C zalecana jest także przy pielęgnacji cery trądzikowej i po kąpielach słonecznych. Ma delikatne działanie przeciwbakteryjne, a dodana do szamponu czy odżywki, zmniejsza przetłuszczanie się włosów.
Użycie witaminy C w kosmetykach pozwala na uzyskanie wyższych stężeń kwasu askorbinowego w skórze właściwej niż w porównaniu z przyjmowaniem doustnych suplementów diety wzbogaconych o tę witaminę.
Występuje w postaci suchego, białego proszku łatwo rozpuszczalnego w wodzie( 1:3).
Sugerowane stężenie 5 - 20%. Stabilna w kosmetykach o pH poniżej 3.
Jest doskonałym składnikiem serów do twarzy, szyi i dłoni.Jest jedną z najmniej stabilnych witamin, w roztworach rozkłada się pod wpływem powietrza, światła i temperatury. Dlatego preparaty z witaminą C przechowujemy w lodówce i robimy małe porcyjki, takie żeby zużyć w ciągu 6-7 dni. Dobre jest połączenie witamin C i E, wzmagamy wtedy ich działanie.
Bardzo lubię tę witaminkę i nie wyobrażam sobie pielęgnacji skóry bez wodnego serum z witaminą C, na moją dojrzałą już skórę działa rewelacyjnie.
środa, 23 kwietnia 2014
Olej z pestek arbuza
Jak tylko poczuję wiosnę, kupuję mój 'letni' olej tzn. olej z pestek arbuza, znany także pod innymi nazwami, jako olej ootanga lub olej kalahari. Jest olejem bardzo lekkim i rzadkim, bardzo dobrze i szybko się wchłania, do matu. Świetnie nawilża, łagodzi podrażnienia, nie zatyka porów i nie hamuje wydzielania toksyn przez skórę. Ma długą przydatność do użycia.
Zawiera m.in. kwasy tłuszczowe omega 3, 6, 9. Ze względu na swój bogaty skład pomaga przywrócić i utrzymać odpowiednią elastyczność skóry. Możemy go stosować do każdej cery suchej, tłustej, mieszanej, trądzikowej i oczywiści dojrzałej, do skóry dziecięcej również. Jak widać jest to olej wszechstronny. Ja do takich produktów wszystko w jednym, podchodzę ostrożnie i nie spodziewam się efektów pielęgnacyjnych typu wow, ale olej ten sprawdza się i to bardzo w wysokich temperaturach. Faktycznie świetnie i szybko się wchłania, dobrze nawilża, jest leciuteńki (czujemy, że skóra oddycha), a minerały i cały makijaż świetnie się na nim trzymają. Dla mnie na lato, to olej Nr 1.
piątek, 18 kwietnia 2014
Życzenia świąteczne
Jako dziecko na święta czekałam i cieszyłam się nimi. Jako dorosła kobieta młoda żona, mama, uległam całemu temu wariactwu i presji idącej z każdej strony, że mimo codziennych obowiązków, pracy, nauki to wszystko ma być zrobione najlepiej i to na teraz. Gdy nadchodził ten oczekiwany czas, leciałam na nos ze zmęczenia, myślałam no dobra , odpocznę w święta, a otóż nic bardziej mylnego. Następowały 'wewnętrzne tarcia' i licytacje, do tej rodziny czy do tej, a najlepiej do obu i to w tym samym czasie. Nikt nie był do końca zadowolony i tak lata leciały. Zauważyłam u siebie, nerwowe reakcje już na samo słowo święta, nie lubiłam (to bardzo delikatne określenie) żadnych świąt. Myślałam o wyjazdach w tym terminie, ale byłaby to ucieczka, a nie rozwiązanie problemu, bo to był problem.
Życie biegło, zmieniło się dużo wokół mnie i we mnie samej, aż nadszedł czas kiedy postanowiłam rozprawić się z moim problemem. Wzięłam ołówek, kartkę napisałam jakie chcę mieć święta, a następnie zrobiłam plan jak to przygotować. Jakieś dwa, trzy tygodnie wcześniej, spotykamy się z rodzinę i ustalamy w którym domu zorganizujemy to teraz i na co mamy ochotę. Każdy przygotowuje u siebie jedno, góra dwa dania pt. sałatki, przystawki czy przekąski. Podstawowy i główny posiłek robimy wszyscy wspólnie tuż przed podaniem. Przygotowania przedświąteczne w swoim domu odpuszczam sobie, okna myję jak są brudne i najczęściej wcale to niej 'ten czas', sprzątanie robię na bieżąco, a generalne wypadają u mnie w innym terminie, jak mam na to czas, ochotę i energię. Żeby w domu zbudować świąteczny nastrój robię małe dekoracje, ale małe, przemyślane, bo po świętach trzeba to rozebrać, zapakować i schować (a za tym już nie przepadam).
Zakupy, tu już gorzej, bo trzeba to zrobić w konkretnym czasie, ale nie jest źle. Zauważyłam już mniej wariactw zakupowych wśród ludzi, chociaż zdarza się jeszcze, że stojąc w kolejce do kasy i patrząc na niektóre wózki załadowane artykułami spożywczymi, to zastanawiam ile ta wycieczka liczy osób i na ile tygodni jadą na Sybir. W przed dzień świąteczny przygotowuję, danie 'moje' i resztę czasu spędzam jak zwykle.
W umówiony dzień świąteczny, czy to wigilia, czy wielkanocne śniadanie, spotykamy się i wszyscy bierzemy do pracy. To wspólne krojenie, mieszanie, doprawianie, nakrywanie stołu to najwspanialszy i bardzo wesoły i bardzo świąteczny czas. Po posiłku w zależności od pogody wybieramy się w plener, lub w domu mamy jakiś konkurs czy gry, w rodzinie są dzieci i one to organizują. Po całej imprezie jedzenie pakujemy dla każdego 'na wynos', nic się nie zmarnuje i w domu nie trzeba pichcić. Dalszy czas spędzamy indywidualnie, u mnie to najczęściej wypad nad morze lub do lasu i zrobienie czegoś, na co ostatnio nie miałam czasu (ale miłego) książka, film, a może próba dogonienia snu, lub romantyczny, wyjątkowy czas dla dwojga. Tak wyglądają moje święta i takie pokochałam od nowa. Troszeczkę mi te życzenia wypadły niestandardowo, nic to, teraz będzie klasyka. Życzę wszystkim zdrowych, pogodnych, radosnych świąt wg przepisu dopasowanego do siebie. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








